poniedziałek, 23 stycznia 2017

Skarby, wzory i autorytety, czyli familia podróżuje!

Z racji niedawnych świąt, o których przypominały nam kalendarze, i ja przygotowałam coś specjalnego! :) Dzień Babci i Dziadka to dobra okazja, żeby docenić tych, którzy często zajmowali się nami od małego, zawsze stawali po naszej stronie i otaczali opieką niczym drudzy rodzice.
Składając najlepsze życzenia wszystkim bogatym w lata i doświadczenie, chcę też przypomnieć i podkreślić, jak wielkie skrabnice wiedzy mamy tuż obok, i ile dobra można z nich czerpać!

Moi dziadkowie nadal są dla mnie dużym wzorem i w dużej mierze to właśnie dzięki nim jestem teraz tak ciekawa świata, podróży i małych wielkich odkryć. Kiedy zarówno dziadek jak i babcia przeszli na emeryturę, zaczęli jeździć po świecie, głównie po Europie - pamiętam dobrze opowieści, wspólne oglądanie nagrań i pamiątek z przeróżnych miejsc. Dzisiaj podzielę się fragmentami naszej dłuższej rozmowy, tak więc oto kilka myśli spisanych pomiędzy albumami pełnymi zdjęć i pachnącym, babcinym ciastem :)



J: Macie nawet swój własny certyfikat? 
D: To jest z Portugalii, z przylądka Cabo da Roca. O, a tu jest pomnik, i też punkt widokowy, że to jest najdalej na zachód wysunięty punkt Europy...
B: Ta wycieczka była przepiękna, 15 dni, Hiszpania i Portugalia.
J: Jeździliście zawsze z biurem podróży, tak?
D: Tak, w zasadzie z jednym, zazwyczaj z Itaką.
J: A gdzie było wam najlepiej? 
D: Najlepiej, bo najwięcej żeśmy zobaczyli, to była właśnie Portugalia. Ale najswobodniej się człowiek czuł w Chorwacji.
J: Nie znaleźliście jeżowców?
D: Nie, w Chorwacji nie, jeżowce można znaleźć ewentualnie w Morzu Czerwonym, w Izraelu. Ale tam kazali nam wchodzić w butach, klapkach, nie na boso, żeby się właśnie nie nadziać.
J: I wasz najdłuższy wyjazd trwał dwa tygodnie?
D: Coś takiego, 15 dni. Tak było we Francji, dookoła kraju, i Hiszpania - Potrugalia. Izrael chwilę krócej, chyba 12 dni.
J: Pięknie... Dobrze pamiętam? Francję widzieliście kilka razy? I Włochy?
D: Lourdes, Carcassone po dwa razy, Paryż i Paryż - też dwa razy.
B: No i Lazurowe Wybrzeże! A we Włoszech byliśmy razy trzy. Neapol, wyspa Capri, północne Włochy nad jeziorem Garda, Porto Fino.
J: A kiedy i gdzie pojechaliście pierwszy raz?
B: Klasyczne Włochy, w 2001.
D: Dwa tysiące pierwszy? Chyba trochę szybciej, jak kupiliśmy kamerę.
B (do D.): Fundłam Ci, no przecież, fundłam Ci!



J: Podbijaliście Polskę, czy tylko obczyznę?
B: Polski odrobinę widzieliśmy. Bieszczady, Mazury, Kresy. (...) Ale w roku zdarzały się nawet trzy różne duże wyjazdy.
J: Ale tak naprawdę jeździliście nie na wakacje, a bardziej turystycznie? 
D: Tak, nie było wypoczynku, tylko objazd, z miejsca do miejsca. A każde inne, ciekawe..
B: To się zwiedzanie nazywa, zwiedzanie! :)




J: Jacy jesteście pięknie uśmiechnięci! To plac w Madrycie? 
B: Tak, to były pierwsze Włochy...




J: To właściwie gdzie Wam się najbardziej podobało, w Chorwacji? 
D: W zasadzie to wszędzie, tylko że w Chorwacji było jakoś tak swobodnie. Trochę bardziej jak wakacje.
B: Oj wszędzie, tam wszędzie było pięknie!
 Powiem ci Julia, że świat jest piękny, a życie krótkie. Największą podróżniczką życiową była moja mama. Była wywieziona, była w Afryce, w Kenii, gdzie potem przyjechała do Polski.
Z Syberii dostała się do Buchary, czyli Azerbejdżan, stamtąd statkiem dopłynęła do Kenii jako rodzina wojskowa. A Kenia była kiedyś kolonią angielską. I tam przez Irak, Iran.  I całą tą mękę przeszła...A dziadek przeżył Normandię.



J: Przeglądając te wszystkie katalogi i piękne ujęcia, to się wydaje takie nierealne.. Żeby tak pyk, i znaleźć się gdzieś indziej.
B: Słuchaj, do odważnych świat należy. Ja nie jestem niewiadomo jaką wykształconą, ale interesuję się tym, pogłębiam swoją wiedzę, i idę do przodu, nie cofam się! Wystarczy szukać, dobrze przemyśleć wycieczkę i jeździć.
D: To kiedy ty masz wolne, mówisz...? Ja już nie mogę jeździć, ale może Ciebie babcia zabierze gdzieś, gdzie jeszcze jej nie było!
J: W maju... ale już mi termin sprawdzasz? Tak bardzo chcesz nas z babcią daleko wysyłać? ;)

J: Na zdjęciach to wszystko wygląda tak pięknie, na żywo też tak jest?
D: Na żywo jest jeszcze lepiej. Bo nie masz ograniczonego widoku, taka wielka perspektywa. 
J: Jeździłbyś wcześniej po świecie, gdybyś mógł? 
D: Może i by człowiek jeździł. Akurat te wykupione wyjazdy, to jest taki typ: chcesz coś zobaczyć, musisz iść, musisz gonić. Czasem chciałoby się usiąść i rozejrzeć dookoła, a przewodnik tylko pośpiesza grupę, no i biegnie się dalej. A teraz już zdrowie nie pozwala na tyle, ile by się chciało.

Izrael - przez kilka lat miejsce pracy Dziadka.  


J: A dalibyście radę wymienić wszystkie odwiedzone miejsca? 
B: Chorwacja. Grecja. Portugalia. Ukraina. Litwa. Anglia. Austria. Węgry. Francja kilkukrotnie. Hiszpania ma wszystko co możliwe, ale ogólnie kultura światowa opiera się właśnie na dwóch filarach: pierwsza, najważniejsza jest Grecja, a później Włochy. Włochy są pełne zabytków, i tam właściwie pojechaliśmy przypadkowo. To było zaraz po śmierci mamy, chciałam się jakoś oderwać, odprężyć, i kilka miesięcy później już zwiedzaliśmy Italię.
J: To ile mogło być razem tych waszych wyjazdów?
B: Ooo, dużo... Ty wiesz, że się nawet nie zastanawiałam? Około dwudziestu? Na pewno kilkanaście pięknych wycieczek.



    Suma summarum, nie doliczyliśmy się dokładnie, bo niemal każdy wspomniany zakątek przynosił kolejne opowieści, szczegóły i anegdoty.  Ze wspomnianych wypraw można by napisać książkę,
a i tak pewnie nie ujęłabym wszystkiego, co Ci bliscy mi dwoje doświadczyli przez wspólne podróżowanie. Przeglądając fotografie uzupełnione o historyczne fakty, dokładne opisy i szeroki uśmiech na twarzy dziadka i babci zdałam sobie sprawę po raz kolejny, jak cenny bagaż niosą.
Nauczyli mnie otwartości na to, co mnie spotyka, do dziś imponują wiedzą i cierpliwością - a przez wojaże we dwójkę dzielili razem pasję, odkrywali coś nowego. Są o te kilkanaście wyjazdów mocniejsi, nawet jeśli wycieczka z biura podróży jest pozornie czymś bardzo prostym.
 Wystarczy chcieć, i ruszać, a odkrywcą można zostać, jak widać, w każdym wieku - i być równie szczęśliwym.  Dlatego nie tylko od święta, ale tak często, jak tylko możecie, doceniajcie swoich dziadków i pamiętajcie o nich - jeśli nie są już przy Was, to pytajcie o ich historię - która jest też częścią Waszej własnej historii.

                                                                                                                        J.







sobota, 14 stycznia 2017


Dzieńdoberek!

Nie raz wspominaliśmy, że na naszą podróż chcemy jak najwięcej sami zapracować. Ola pomaga dzieciom przy wspinaczce, a czym zajmują się pozostali?
Otóż Martyna i Kuba sprzedają popcorn, colę i kilka innych pyszności, a Julia dzielnie udziela korepetycji :)

Podczas przerwy w pracy udało nam się zrobić dla Was zdjęcie ;)
"Nie jest to co prawda praca stała, ale jesteśmy zawsze gotowi i czekamy na telefon z kolejną propozycją. Byliśmy na kilkunastu meczach siatkówki, koncercie Sylwii Grzeszczak, a nawet Barbórkowym Biegu o Lampkę Górniczą. Może mieliście okazję nas spotkać, a może zobaczymy się niebawem na jakiejś imprezie przy naszym stoisku?"

Podczas koncertu

sobota, 7 stycznia 2017

Kręci cię świat? #Juliapisze #1

       
       Cześć! Leci do Was kilka moich przemyśleń projektowo-wędrowniczo-własnych. Enjoy! Julia :)

       Ponoć nic, co nas spotyka, nie jest przypadkowe. Można to wierzyć lub nie, ale faktycznie zdarzy się czasem coś drobnego, co nas przez chwilę zastanowi, a dopiero po czasie zdajemy sobie sprawę jaki to był ważny element. Taki jeden mały puzzel w całej układance.
     
       Bardzo podobnie było z całym naszym projektem, z tematem i wyzwaniami, z którymi mierzymy się aktualnie. Jeszcze kiedy pomysł był dopiero raczkujący i przeszukiwałam ocean Internetu w poszukiwaniu połączeń między miastami, wpadł mi w ręce mały Tymbark, ot, nic specjalnego. Czasem nakrętkowe mądrości trafiają w punkt i tak było też tym razem. Pod zakrętką znalazłam pytanie: "Kręci cię świat?", i potraktowałam to jako pierwszy dobry znak. Że to, co chcemy zrobić, faktycznie może być czymś naprawdę wartościowym, jeśli własną ciekawość pomieszamy z odrobiną chęci do działania i współpracy.





      Ciężko wymądrzać się o podróżach i wyprawach w nieznane, kiedy ma się tylko kilkanaście wiosen na karku, szkołę i bardzo ograniczone fundusze. Ale ponoć dla chcącego nic trudnego, i z autentyczną motywacją można zdziałać wiele... Czy tak to działa w rzeczywistości - przekonamy się już niedługo, bo do naszej Niezależnej zimowej wyprawy został miesiąc i trochę. Jednak pierwsze efekty widzę już teraz wśród naszej czwórki czy też na samej sobie.


Inspiracje wrocławskiego dworca:)
Tak przywitał nas Slot Art Festival '16, Lubiąż! 
         

      Zajęcia, których się podjęliśmy, żeby zarobić, nadały jakiś system całemu planowi tygodnia. Wszystkie poświęcone popołudnia czy weekendy, bez względu na to czy to opiece nad dziećmi, czy wspinaczce, czy spędzone na korkach z najmłodszymi czy też na sprzedawaniu popcornu - wszystkie były jednakowo ważne, bo miały przed sobą jeden cel. Pomimo startu z niczym, udowodnić, że można. Że damy radę sami uzbierać większość kwoty potrzebnej na wyjazd, noclegi i jedzenie. Że czasem wystarczy tylko wyjść do ludzi, popytać i dostaje się to, czego aktualnie trzeba, albo inną pomoc i życzliwość. Na tym naszym progu dorosłości (bo właśnie zaczęliśmy rok osiemnastek, pozdrawiam rocznik '99) wkręcić się w coś praktycznego, i co przede wszystkim nam samym da satysfakcję i radość, że się udało.

Regulamin - bo zasady są najważniejsze:)
           Tak naprawdę od kiedy pamiętam moi rodzice jeździli ze mną w przeróżne miejsca. W starych albumach co rusz przewijają się zdjęcia ze wspólnych wycieczek, wakacji i tym podobnych. W miarę jak czas biegł naprzód, zaczynało mnie irytować to, że mama wyciąga nas na weekendy gdzieś dalej, żeby tylko nie siedzieć w domu... Ale gdybym mogła, chętnie bym do tego wróciła ;)
       Dużą rolę w tym, że teraz nie potrafię długo usiedzieć na miejscu odegrali też moi dziadkowie,
o których opowiem więcej już niebawem. Jednym słowem - nie dziwię się, że teraz tak mnie nosi, skoro od małego otaczał mnie "światolubny" i "wszędobylski" klimat:)


Budapeszt, maj 2016

         Miniony rok przyniósł mi wiele nowych miejsc, które szybko stały się moimi, pozwolił żeby w wielu wyprawach towarzyszyli mi wspaniali ludzie, szczególnie latem ale nie tylko. Teraz realizuję coś, co po części sama tworzę, walcząc nie tylko o oceny i punkty, ale o kawałek własnej niezależności. Łącząc coś, co kocham z nauką i zbieraniem doświadczenia. Każdy mały sukces to kolejny checkpoint, o jeden bliżej do celu. A przecież nie trzeba wiele, żeby zostać odkrywcą - tego co dookoła, i tego co dalej, a co najważniejsze - zdolności w samym sobie. Bo przecież jeśli kręci nas świat, to cały jest dla nas! :)

Duńskie wydmy, czyli klasowe wspaniałości; wrzesień 2016



Mazury, cud natury? Potwierdzone info. Lato '16



Światowe Dni Młodzieży, Kraków, lipiec 2016r. Jest radość! :)