czwartek, 16 lutego 2017

Kilka pytań do... czyli Niezależna ankieta kontra studenci!

  Hej hej!

  Nie możemy się nadziwić, jak szybko mijają kolejne tygodnie - dopiero co zaczynaliśmy naszą przygodę z Niezależnymi, pomysł raczkował i sami nie mieliśmy pojęcia, co z tego wyjdzie...
A tymczasem już za dwa dni ruszamy w tygodniową wyprawę po Polsce, zorganizowaną od zera całkowicie przez nas! Sporo przygotowań za nami, ostatnie szczegóły właśnie się dopinają
i aby nieco umilić oczekiwanie (a dolnośląskim uczniom beztroski czas ferii) 
chcemy podzielić
 się kilkoma myślami czwórki poznańskich studentów. Kim są i dlaczego podróżują?

Ich wizje i doświadczenie są bliskie tematyce całego naszego projektu,
wypraw i niejako też samodzielności. 


    Jak odpowiedzieli na nasze pytania? Zapraszamy do lektury! Odpowiedzi udzielili kolejno: Alicja Świątek, Dominika Bembnista, Zuzanna Kozielec i Paweł Ciesielski. Ogromne podziękowania zwłaszcza Ali i Zuzannie za niezwykłe zdjęcia,
ale i całej czwórce za pomoc!:)


   

____________________________

1. KIM JESTEŚ? CZYM SIĘ AKTUALNIE ZAJMUJESZ? 


- Jestem Alicja;) Kim jestem? Straaasznie trudne pytanie! Studentką psychologii, leniuchem, wielkim fanem seriali i czekolady,teatromaniakiem, światopodziwiaczem, fanką przyjemnej  muzyki, marzycielem żądnym szalonych przygód, początkującą kucharką, mistrzem w bieganiu na autobus (sekret polega na tym, żeby się nie spóźnić!) i wiele innych! Uwielbiam świat, ludzi i podróże!

- Jestem studentką psychologii na UAM w Poznaniu. Uwielbiam język angielski (dlatego udzielam korepetycji wszystkim potrzebującym douczenia się w tym temacie). Kocham muzykę (gram na keyboardzie i gitarze), czytanie książek (zwłaszcza po angielsku), fotografię oraz podróże. Ciekawi mnie wszystko co jest związane z Kanadą i Stanami Zjednoczonymi. Interesuję się też koszykówką, piłką nożną, a także sportami zimowymi (zwłaszcza jazdą na nartach, a w przyszłości chciałabym nauczyć się jeździć na snowboardzie).





- Hmmm ☺ Niewątpliwie jestem córką Boga, swoich Rodziców i starszą siostrą, dziewczyną, przyjaciółką, studentką i harcerką. Studiuję psychologię na I roku na UAM (w Poznaniu). Prowadzę drużynę wędrowniczek (takie starsze harcerki 15-18 lat)w Szczecinie. Uwielbiam czytać książki, gotować, rozmawiać z ludźmi i chodzić po górach.

- Student pierwszego roku psychologii
Lubię góry i podróże. Świat fantasy i science-fiction. Zainteresowany majsterkowaniem.

2. JAKBYŚ OPISAŁ OKOLICĘ, W KTÓREJ MIESZKASZ, TWOJE CODZIENNE OTOCZENIE?

- Od października mieszkam w najpiękniejszym mieście w Polsce- Poznaniu! Okolica, w której mieszkam jest naprawdę piękna. W drodze na uczelnie mijam operę (Teatr Wielki),
Zamek i przejeżdżam przez najpiękniejsze „osiedle” – JEŻYCE. Mimo, że mieszkam już trochę
w tym mieście ciągle odkrywam piękne, nowe miejsca i budynki ;) Mam nadzieję, że zachwyt nad tym miastem nie przejdzie mi szybko.



- Pochodzę z małego miasta, ale na co dzień mieszkam w Poznaniu, ponieważ tam studiuję. Poznań bardzo mnie się podoba (podobał od dziecka) i cieszę się, że mogę tam mieszkać i studiować.
Zawsze coś się tam dzieje i nigdy się nie nudzę. Poznałam tam też świetnych ludzi, co jest ogromnym plusem. Natomiast moje rodzinne miasto…. Cóż … można powiedzieć, że cieszę się, że jestem tam tylko na weekendy i święta. Nigdy nie podobało mnie się moje miasto, nic się w nim nie działo,
co by mnie zainteresowało. Ludzie do najmilszych nie należą, gdyż obchodzi ich każdy i wszystko, co jest bardzo denerwujące. Oczywiście są jednostki, których nigdy nie zapomnę, ponieważ są to niesamowite osoby. Nie widzę siebie w przyszłości mieszkającej tam i układającej życie.
Gdyby nie moja rodzina, którą kocham najmocniej i uwielbiam z nimi spędzać czas, to najchętniej zapomniałabym o tym mieście jak tylko z niego wyjechałam. 

- Na co dzień mieszkam w Poznaniu w przytulnym pokoju z jeszcze jedną osobą, w centrum miasta. Rodzinny dom mam na wsi, niedaleko lasu, cisza, spokój- jest pięknie. W weekendy pomieszkuję też w Szczecinie- nieopodal centrum, blisko parku.
- Wieś, dużo pól wkoło, względna cisza, płasko.



3. JAKĄ PODRÓŻ WSPOMINASZ NAJLEPIEJ? JAKA BYŁA NAJBARDZIEJ NIEZWYKŁA WYPRAWA W TWOIM ŻYCIU? 

- Szczerze mówiąc nie podróżuję tak często, jakbym chciała, ale definitywnie najlepszymi podróżami w moim życiu były takie spontaniczne, z wielkim plecakiem i chęcią zwiedzania w sercu!
 Parę lat temu (chyba ze 2 ;)) miałam okazję pojechać ze starszą o rok kuzynką na mini „wyprawę” po Polsce. Odwiedziłyśmy moją siostrę pracującą nad morzem, poznałyśmy rodzinę mieszkającą
w innej części Polski, zwiedziłyśmy Warszawę, spałyśmy w namiocie, poznałyśmy wspaniałych ludzi, którzy pomagali nam wybrać najciekawsze miejsca do zobaczenia. Najlepszy w tej wycieczce był nasz plan - właściwie tylko jego zarys, tak, aby w trakcie wybierać na co mamy ochotę. Szłyśmy tam, gdzie poniosły nasz nogi i szczerze mówiąc, byłyśmy całkowicie szczęśliwe!


-  Najmilej wspominam wyjazdy za granicę (Hiszpania, Bułgaria, Włochy, Niemcy). Były to zarówno wyjazdy wakacyjne, rekreacyjne, odpoczynkowe, a także poznawcze, z pewnym celem, objazdowe. Każda podróż na swój sposób mnie urzekła. W Hiszpanii najbardziej podobała mnie się wycieczka
na stadion CampNou w Barcelonie; od tamtego momentu zakochałam się w piłce nożnej ☺.
W Bułgarii spędziłam niesamowity czas ze wspaniałymi ludźmi, odpoczywając, zwiedzając itp. Najwspanialsza była miniatura Wieży Eiffla, a także diabelski młyn, który przypominał London Eye. Czułam się wtedy jak w Las Vegas, gdzie jest wszystko, a życie zaczyna się nocą.
We Włoszech byłam dwa razy. Obie wycieczki miały główny cel (za pierwszym razem była to beatyfikacja Jana Pawła II, a za drugim Jego kanonizacja). Oprócz tego objechaliśmy wiele pięknych włoskich miast, które przyciągały do siebie jak magnesy. Każde miasto miało swój charakter
 i było wyjątkowe w swoim własnym rodzaju. Z wycieczki do Niemiec najbardziej pamiętam Legoland. Jest to cudowne miejsce do zabawy, rozerwania się i spędzenie miło czasu, czy to z rodziną czy z przyjaciółmi. 
     Oczywiście nie mogę też zapomnieć wyjazdów w polskie góry lub nad polskie morze. Najbardziej natomiast pamiętam wyjazd do Krakowa i Zakopanego. Było to w lato. W Krakowie spędziłam niesamowity czas i zakochałam się w tym mieście jak jeszcze nigdy (dlatego wracam tam jak najczęściej tylko mogę). Tam też przydarzyła mi się historia rodem zauroczenia od pierwszego wejrzenia. Niestety nic z tego nie wyszło, ponieważ nie udało nam (mnie i przystojnemu nieznajomemu) się ponownie spotkać. Nie zmienia to faktu, iż nadal uwielbiam to miasto i myślę,
że nieprędko mi się to zmieni. W Zakopanem natomiast…. Tam zawsze spędzam wspaniale czas. Kocham góry (czy to podczas zimy czy lata – obojętnie). Wtedy jak już wspominałam było lato, co oznaczało chodzenie po górach i zdobywanie szczytów. Weszłam wtedy na Kasprowy Wierch i byłam z siebie bardzo dumna, gdyż byłam wtedy chora i bardzo osłabiona, ale postawiłam sobie cel
 i powiedziałam, że dam radę. I poradziłam sobie. Było to niesamowite uczucie, móc zrealizować swoje postanowienie. Każda podróż jak widać była dla mnie czymś więcej niż zwykłym przejazdem w tę i z powrotem. Każda ma ogromną wartość sentymentalną i zostanie w mojej pamięci na zawsze. Dlatego też nie byłabym w stanie wybrać jednej spośród nich.


   
- Trzytygodniowy wyjazd do Grecji. Wędrówka do korzeni (mój dziadek się tam urodził), przepyszne jedzenie, język, słońce, ciepło, góry, historia, plaża… Cud, miód, malina. 
Co mnie zaskoczyło? Że mogę tyle spać :P I że da się wytrzymać z całą rodziną (babcia, wujek) przez tyle czasu i się nie zabić. Że Dziadkowie mają wspaniałe historie do opowiedzenia, że życie każdego z nas jest pełne krętych dróżek, niesamowicie ciekawych. 

- Wyprawa w Tatry. Parę dni, pierwsza samodzielna bez "dorosłych". Spanie po schroniskach co było dla mnie nowością. Bardzo mile wspominam ludzi, z którymi jechałem, wspieraliśmy siebie, żartowaliśmy. Najmilej wspominam schronisko na Hali Kondratowej, bo nie było w nim żadnych udziwnień. Było względnie tanio, ale porządnie. Przede wszystkim zachowany był klimat zwykłego górskiego schroniska.


4. O CZYM MARZYSZ? GDYBYŚ MÓGŁ BYĆ STUPROCENTOWO NIEZALEŻNY OD NICZEGO I NIKOGO, CO BYŚ ZROBIŁ? DOKĄD BYŚ SIĘ UDAŁ?

- Baaardzo chciałabym podróżować po świecie;) Najlepiej na długo! Daleko! W piękne miejsca! Gdzie tylko oczy poniosą! Bardzo marzę o podróżowaniu autostopem!



- Marzę o wyjeździe za granicę na stałe. Najprawdopodobniej do Kanady czy USA. Chcę tam ułożyć swoje życie, być szczęśliwą i spełnioną i zostać tam na zawsze. Pragnę skończyć studia w Polsce
 i zaraz po, wyjechać. Każdy ma swoje wyśnione plany. Ja mam zamiar je zrealizować. Chcę
 tam pracować w swoim zawodzie, być niezależną osobą, która od czasu do czasu potrzebuje wsparcia (fizycznego czy psychicznego). Chciałabym też, aby moja najbliższa rodzina sprowadziła się tam do mnie, jak ja już będę miała do czego ich zaprosić i co im zaoferować. Chcę, aby wiedzieli, że sobie radzę i dobrze prosperuję. Marzenie o wyjeździe na stałe do Kanady czy USA nie jest nowym. Towarzyszy mi od najmłodszych lat i, mimo początkowej dezaprobaty rodziny, wiem,
że nic mnie nie powstrzyma od zrealizowania moich marzeń. Oni też to wiedzą i wspierają mnie
jak tylko mogą.



- Latałabym na paralotni. Udałabym się może do Australii, Nowej Zelandii albo na inną wyspę, gdzie bym nauczyła się surfować, chodziłabym po lasach i gotowała pyszne (może bardziej orientalne) jedzenie. 

- Podróż przez Europę, Bliski Wschód i Północną Afrykę. Zawsze byłem zafascynowany historią, a te regiony są fascynujące pod tym względem. Gdybym nie był od niczego zależny, w szczególności pieniędzy to chciałbym zrobić. Zacząć od znanej Europy Zachodniej, Niemcy, Francja, Beneluks, itd. do Hiszpanii. Stamtąd przez Gibraltar do Afryki, tam głównie objazdem do Egiptu, Półwyspu Arabskiego, Izraela. Turcja, a przede wszystkim Istambuł byłyby wysoko w pozycji atrakcji. itd. przez resztę (Grecja, Włochy, Skandynawia. Nie koniecznie w tej kolejności, bo nie mam tego zaplanowanego logistycznie).

5. CO RADZIŁBYŚ MŁODYM LUDZIOM W POLSCE?
 CZEGO NAUCZYŁY CIĘ WŁASNE PODRÓŻE? 


- Sadzę, że w podróżach najlepszy jest moment zanim dotrze się do celu i moment powrotu. Można wtedy poznać wspaniałych ludzi, nawiązać nowe znajomości, dowiedzieć się czegoś nowego o sobie i o świecie. Ważne jest żeby być otwartym na wszystko i nie przejmować się kiedy plan się posypie!




- Co poradziłabym młodym ludziom w Polsce? Chyba to, że jak mają jakiś cel to niech do niego dążą, bo kiedy to w końcu osiągną, uczucie realizacji i wytrwania w dążeniu jest czymś niezapomnianym. To jedno z najlepszych uczuć jakie mogą być. Najważniejsze jest, aby rozwijać
się samemu w dziedzinie przez siebie wybranej. To największa satysfakcja kiedy robisz to co kochasz. Poszukiwanie nowych wyzwań pomoże Wam określić kim jesteście i znaleźć prawdziwego siebie. Uczymy się i szukamy całe życie, co może się wydawać powolnym procesem, ale jak najbardziej i stuprocentowo wartym zachodu. Moje podróże (choć nie było ich nie wiadomo ile) nauczyły mnie, aby trwać w tym co się robi i co się kocha, aby spędzać czas z ludźmi tego wartych, wartych mojego czasu i uczuć, poszukiwać siebie do skutku i nie zważać na złe i raniące opinie innych ludzi, bo oni po prostu nie są nas warci. Idźcie z głową podniesioną do góry i powiedzcie:
Nie boję się! Wierzę w siebie! Wierzę w swoje marzenia, plany!
. Bądźcie zawsze uśmiechnięci
 i czerpcie z życia to co w nim najlepsze. Cytując księdza Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”. 

- Wędrujcie, naprawdę warto. W każdym tego słowa znaczeniu i w różne zakamarki - nie chodzi tylko o przemieszczanie się w przestrzeni, wędrujcie wgłąb siebie, swoich pasji, poznajcie swoją historię - budujcie tożsamość, dbajcie o relacje z najbliższymi, z przyjaciółmi. Róbcie przystanki
na drodze, odpoczywajcie, ale się nie zatrzymujcie w swoim wędrowaniu. I nie przejmujcie
się porażkami - wzmacniają. Mnie nauczyły robić to, co kocham, być tam gdzie chcę i gospodarować czasem według moich potrzeb, a nie poczucia obowiązku. 

Ufać ludziom, więcej wiary w plany, szukania sposobów by ograniczyć koszty, by pieniądze nie były przeszkodą w problemie.




_____________________
Tak, jak różni wszyscy jesteśmy, tyle, ile mamy odmiennych spojrzeń na świat - to jest właśnie całe nasze bogactwo, którym przez wyjazdy, rozmowy i małe odkrycia chcemy się dzielić dalej i dalej :)
Ze słów starszych kolegów wynika, że to nadal bardzo potrzebne - niech więc to zostanie naszą motywacją, nie tylko do ukończenia projektu, ale o wiele dłużej!
J. 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Skarby, wzory i autorytety, czyli familia podróżuje!

Z racji niedawnych świąt, o których przypominały nam kalendarze, i ja przygotowałam coś specjalnego! :) Dzień Babci i Dziadka to dobra okazja, żeby docenić tych, którzy często zajmowali się nami od małego, zawsze stawali po naszej stronie i otaczali opieką niczym drudzy rodzice.
Składając najlepsze życzenia wszystkim bogatym w lata i doświadczenie, chcę też przypomnieć i podkreślić, jak wielkie skrabnice wiedzy mamy tuż obok, i ile dobra można z nich czerpać!

Moi dziadkowie nadal są dla mnie dużym wzorem i w dużej mierze to właśnie dzięki nim jestem teraz tak ciekawa świata, podróży i małych wielkich odkryć. Kiedy zarówno dziadek jak i babcia przeszli na emeryturę, zaczęli jeździć po świecie, głównie po Europie - pamiętam dobrze opowieści, wspólne oglądanie nagrań i pamiątek z przeróżnych miejsc. Dzisiaj podzielę się fragmentami naszej dłuższej rozmowy, tak więc oto kilka myśli spisanych pomiędzy albumami pełnymi zdjęć i pachnącym, babcinym ciastem :)



J: Macie nawet swój własny certyfikat? 
D: To jest z Portugalii, z przylądka Cabo da Roca. O, a tu jest pomnik, i też punkt widokowy, że to jest najdalej na zachód wysunięty punkt Europy...
B: Ta wycieczka była przepiękna, 15 dni, Hiszpania i Portugalia.
J: Jeździliście zawsze z biurem podróży, tak?
D: Tak, w zasadzie z jednym, zazwyczaj z Itaką.
J: A gdzie było wam najlepiej? 
D: Najlepiej, bo najwięcej żeśmy zobaczyli, to była właśnie Portugalia. Ale najswobodniej się człowiek czuł w Chorwacji.
J: Nie znaleźliście jeżowców?
D: Nie, w Chorwacji nie, jeżowce można znaleźć ewentualnie w Morzu Czerwonym, w Izraelu. Ale tam kazali nam wchodzić w butach, klapkach, nie na boso, żeby się właśnie nie nadziać.
J: I wasz najdłuższy wyjazd trwał dwa tygodnie?
D: Coś takiego, 15 dni. Tak było we Francji, dookoła kraju, i Hiszpania - Potrugalia. Izrael chwilę krócej, chyba 12 dni.
J: Pięknie... Dobrze pamiętam? Francję widzieliście kilka razy? I Włochy?
D: Lourdes, Carcassone po dwa razy, Paryż i Paryż - też dwa razy.
B: No i Lazurowe Wybrzeże! A we Włoszech byliśmy razy trzy. Neapol, wyspa Capri, północne Włochy nad jeziorem Garda, Porto Fino.
J: A kiedy i gdzie pojechaliście pierwszy raz?
B: Klasyczne Włochy, w 2001.
D: Dwa tysiące pierwszy? Chyba trochę szybciej, jak kupiliśmy kamerę.
B (do D.): Fundłam Ci, no przecież, fundłam Ci!



J: Podbijaliście Polskę, czy tylko obczyznę?
B: Polski odrobinę widzieliśmy. Bieszczady, Mazury, Kresy. (...) Ale w roku zdarzały się nawet trzy różne duże wyjazdy.
J: Ale tak naprawdę jeździliście nie na wakacje, a bardziej turystycznie? 
D: Tak, nie było wypoczynku, tylko objazd, z miejsca do miejsca. A każde inne, ciekawe..
B: To się zwiedzanie nazywa, zwiedzanie! :)




J: Jacy jesteście pięknie uśmiechnięci! To plac w Madrycie? 
B: Tak, to były pierwsze Włochy...




J: To właściwie gdzie Wam się najbardziej podobało, w Chorwacji? 
D: W zasadzie to wszędzie, tylko że w Chorwacji było jakoś tak swobodnie. Trochę bardziej jak wakacje.
B: Oj wszędzie, tam wszędzie było pięknie!
 Powiem ci Julia, że świat jest piękny, a życie krótkie. Największą podróżniczką życiową była moja mama. Była wywieziona, była w Afryce, w Kenii, gdzie potem przyjechała do Polski.
Z Syberii dostała się do Buchary, czyli Azerbejdżan, stamtąd statkiem dopłynęła do Kenii jako rodzina wojskowa. A Kenia była kiedyś kolonią angielską. I tam przez Irak, Iran.  I całą tą mękę przeszła...A dziadek przeżył Normandię.



J: Przeglądając te wszystkie katalogi i piękne ujęcia, to się wydaje takie nierealne.. Żeby tak pyk, i znaleźć się gdzieś indziej.
B: Słuchaj, do odważnych świat należy. Ja nie jestem niewiadomo jaką wykształconą, ale interesuję się tym, pogłębiam swoją wiedzę, i idę do przodu, nie cofam się! Wystarczy szukać, dobrze przemyśleć wycieczkę i jeździć.
D: To kiedy ty masz wolne, mówisz...? Ja już nie mogę jeździć, ale może Ciebie babcia zabierze gdzieś, gdzie jeszcze jej nie było!
J: W maju... ale już mi termin sprawdzasz? Tak bardzo chcesz nas z babcią daleko wysyłać? ;)

J: Na zdjęciach to wszystko wygląda tak pięknie, na żywo też tak jest?
D: Na żywo jest jeszcze lepiej. Bo nie masz ograniczonego widoku, taka wielka perspektywa. 
J: Jeździłbyś wcześniej po świecie, gdybyś mógł? 
D: Może i by człowiek jeździł. Akurat te wykupione wyjazdy, to jest taki typ: chcesz coś zobaczyć, musisz iść, musisz gonić. Czasem chciałoby się usiąść i rozejrzeć dookoła, a przewodnik tylko pośpiesza grupę, no i biegnie się dalej. A teraz już zdrowie nie pozwala na tyle, ile by się chciało.

Izrael - przez kilka lat miejsce pracy Dziadka.  


J: A dalibyście radę wymienić wszystkie odwiedzone miejsca? 
B: Chorwacja. Grecja. Portugalia. Ukraina. Litwa. Anglia. Austria. Węgry. Francja kilkukrotnie. Hiszpania ma wszystko co możliwe, ale ogólnie kultura światowa opiera się właśnie na dwóch filarach: pierwsza, najważniejsza jest Grecja, a później Włochy. Włochy są pełne zabytków, i tam właściwie pojechaliśmy przypadkowo. To było zaraz po śmierci mamy, chciałam się jakoś oderwać, odprężyć, i kilka miesięcy później już zwiedzaliśmy Italię.
J: To ile mogło być razem tych waszych wyjazdów?
B: Ooo, dużo... Ty wiesz, że się nawet nie zastanawiałam? Około dwudziestu? Na pewno kilkanaście pięknych wycieczek.



    Suma summarum, nie doliczyliśmy się dokładnie, bo niemal każdy wspomniany zakątek przynosił kolejne opowieści, szczegóły i anegdoty.  Ze wspomnianych wypraw można by napisać książkę,
a i tak pewnie nie ujęłabym wszystkiego, co Ci bliscy mi dwoje doświadczyli przez wspólne podróżowanie. Przeglądając fotografie uzupełnione o historyczne fakty, dokładne opisy i szeroki uśmiech na twarzy dziadka i babci zdałam sobie sprawę po raz kolejny, jak cenny bagaż niosą.
Nauczyli mnie otwartości na to, co mnie spotyka, do dziś imponują wiedzą i cierpliwością - a przez wojaże we dwójkę dzielili razem pasję, odkrywali coś nowego. Są o te kilkanaście wyjazdów mocniejsi, nawet jeśli wycieczka z biura podróży jest pozornie czymś bardzo prostym.
 Wystarczy chcieć, i ruszać, a odkrywcą można zostać, jak widać, w każdym wieku - i być równie szczęśliwym.  Dlatego nie tylko od święta, ale tak często, jak tylko możecie, doceniajcie swoich dziadków i pamiętajcie o nich - jeśli nie są już przy Was, to pytajcie o ich historię - która jest też częścią Waszej własnej historii.

                                                                                                                        J.







sobota, 14 stycznia 2017


Dzieńdoberek!

Nie raz wspominaliśmy, że na naszą podróż chcemy jak najwięcej sami zapracować. Ola pomaga dzieciom przy wspinaczce, a czym zajmują się pozostali?
Otóż Martyna i Kuba sprzedają popcorn, colę i kilka innych pyszności, a Julia dzielnie udziela korepetycji :)

Podczas przerwy w pracy udało nam się zrobić dla Was zdjęcie ;)
"Nie jest to co prawda praca stała, ale jesteśmy zawsze gotowi i czekamy na telefon z kolejną propozycją. Byliśmy na kilkunastu meczach siatkówki, koncercie Sylwii Grzeszczak, a nawet Barbórkowym Biegu o Lampkę Górniczą. Może mieliście okazję nas spotkać, a może zobaczymy się niebawem na jakiejś imprezie przy naszym stoisku?"

Podczas koncertu

sobota, 7 stycznia 2017

Kręci cię świat? #Juliapisze #1

       
       Cześć! Leci do Was kilka moich przemyśleń projektowo-wędrowniczo-własnych. Enjoy! Julia :)

       Ponoć nic, co nas spotyka, nie jest przypadkowe. Można to wierzyć lub nie, ale faktycznie zdarzy się czasem coś drobnego, co nas przez chwilę zastanowi, a dopiero po czasie zdajemy sobie sprawę jaki to był ważny element. Taki jeden mały puzzel w całej układance.
     
       Bardzo podobnie było z całym naszym projektem, z tematem i wyzwaniami, z którymi mierzymy się aktualnie. Jeszcze kiedy pomysł był dopiero raczkujący i przeszukiwałam ocean Internetu w poszukiwaniu połączeń między miastami, wpadł mi w ręce mały Tymbark, ot, nic specjalnego. Czasem nakrętkowe mądrości trafiają w punkt i tak było też tym razem. Pod zakrętką znalazłam pytanie: "Kręci cię świat?", i potraktowałam to jako pierwszy dobry znak. Że to, co chcemy zrobić, faktycznie może być czymś naprawdę wartościowym, jeśli własną ciekawość pomieszamy z odrobiną chęci do działania i współpracy.





      Ciężko wymądrzać się o podróżach i wyprawach w nieznane, kiedy ma się tylko kilkanaście wiosen na karku, szkołę i bardzo ograniczone fundusze. Ale ponoć dla chcącego nic trudnego, i z autentyczną motywacją można zdziałać wiele... Czy tak to działa w rzeczywistości - przekonamy się już niedługo, bo do naszej Niezależnej zimowej wyprawy został miesiąc i trochę. Jednak pierwsze efekty widzę już teraz wśród naszej czwórki czy też na samej sobie.


Inspiracje wrocławskiego dworca:)
Tak przywitał nas Slot Art Festival '16, Lubiąż! 
         

      Zajęcia, których się podjęliśmy, żeby zarobić, nadały jakiś system całemu planowi tygodnia. Wszystkie poświęcone popołudnia czy weekendy, bez względu na to czy to opiece nad dziećmi, czy wspinaczce, czy spędzone na korkach z najmłodszymi czy też na sprzedawaniu popcornu - wszystkie były jednakowo ważne, bo miały przed sobą jeden cel. Pomimo startu z niczym, udowodnić, że można. Że damy radę sami uzbierać większość kwoty potrzebnej na wyjazd, noclegi i jedzenie. Że czasem wystarczy tylko wyjść do ludzi, popytać i dostaje się to, czego aktualnie trzeba, albo inną pomoc i życzliwość. Na tym naszym progu dorosłości (bo właśnie zaczęliśmy rok osiemnastek, pozdrawiam rocznik '99) wkręcić się w coś praktycznego, i co przede wszystkim nam samym da satysfakcję i radość, że się udało.

Regulamin - bo zasady są najważniejsze:)
           Tak naprawdę od kiedy pamiętam moi rodzice jeździli ze mną w przeróżne miejsca. W starych albumach co rusz przewijają się zdjęcia ze wspólnych wycieczek, wakacji i tym podobnych. W miarę jak czas biegł naprzód, zaczynało mnie irytować to, że mama wyciąga nas na weekendy gdzieś dalej, żeby tylko nie siedzieć w domu... Ale gdybym mogła, chętnie bym do tego wróciła ;)
       Dużą rolę w tym, że teraz nie potrafię długo usiedzieć na miejscu odegrali też moi dziadkowie,
o których opowiem więcej już niebawem. Jednym słowem - nie dziwię się, że teraz tak mnie nosi, skoro od małego otaczał mnie "światolubny" i "wszędobylski" klimat:)


Budapeszt, maj 2016

         Miniony rok przyniósł mi wiele nowych miejsc, które szybko stały się moimi, pozwolił żeby w wielu wyprawach towarzyszyli mi wspaniali ludzie, szczególnie latem ale nie tylko. Teraz realizuję coś, co po części sama tworzę, walcząc nie tylko o oceny i punkty, ale o kawałek własnej niezależności. Łącząc coś, co kocham z nauką i zbieraniem doświadczenia. Każdy mały sukces to kolejny checkpoint, o jeden bliżej do celu. A przecież nie trzeba wiele, żeby zostać odkrywcą - tego co dookoła, i tego co dalej, a co najważniejsze - zdolności w samym sobie. Bo przecież jeśli kręci nas świat, to cały jest dla nas! :)

Duńskie wydmy, czyli klasowe wspaniałości; wrzesień 2016



Mazury, cud natury? Potwierdzone info. Lato '16



Światowe Dni Młodzieży, Kraków, lipiec 2016r. Jest radość! :)



czwartek, 29 grudnia 2016

Poświąteczne aktywności

Chociaż trochę mniej nas tu ostatnio widać to nie znaczy, że nie działamy! :)
Zaraz po świętach, bo 27 grudnia ja i Kuba, czyli dokładnie połowa składu naszej drużyny wybrała się na wycieczkę do pierwszej stolicy Polski - do Gniezna. Kuba ma tam rodzinę, więc o nocleg nie musieliśmy się martwić (niekiedy mamy bliskich w takich super miejscach a kompletnie tego nie doceniamy!). Właśnie wróciliśmy i chcemy Wam zdać krótką relację.

27 grudnia o 10:45 wyruszyliśmy autobusem z Lubina do Poznania (koszt biletu ulgowego - 31,20zł). Gdy dotarliśmy do stolicy Wielkopolski udaliśmy się do rynku,gdzie zjedliśmy przepyszne spaghetti w Piccolo (5,80zł czystego szczęścia). Zupełnie przypadkiem załapaliśmy się też na obchody rocznicy powstania wielkopolskiego. Najedzeni, więc zadowoleni i pełni wrażeń po genialnej inscenizacji, udaliśmy się pociągiem do naszego celu (bilet ulgowy z Poznania do Gniezna - 7,40zł).

28 grudnia spędziliśmy na zwiedzaniu katedry gnieźnieńskiej, spacerze po rynku i podziwianiu przepięknych kamieniczek. Czego chcieć więcej...? :)

A 29 grudnia wybraliśmy się na długi spacer wokół jeziora, które nazywa się w Wikipedii Jelonek, ale wszyscy mówią na nie Wenecja. Dzień zakończyliśmy wizytą w Muzeum Początków Państwa Polskiego (bilety ulgowy: 7zł). Niestety zawsze nadchodzi taka chwila, kiedy trzeba wracać, a wtedy zwykle najbardziej chce się zostać..
O godzinie 15:11 wsiedliśmy do pociągu w kierunku Wrocławia Głównego (koszt biletu to 32,80zł), a stamtąd busem prosto do Lubina. Tak właśnie skończyliśmy naszą wycieczkę i z uśmiechami wróciliśmy do domów.


Cała nasza trasa to 458 km.







sobota, 10 grudnia 2016

Spotkaliśmy się z "Busem przez świat" ;)

Ostatnio przeglądając zdjęcia napotkałam takie, którymi być może warto się podzielić :)
Czas szybko mija, a 4 listopada (dokładnie dzień przed naszym półmetkiem) część Niezależnego zespołu była we Wrocławiu na spotkaniu z ekipą "Busem przez świat".



Czasem warto urwać się chwilkę ze szkoły, zwłaszcza żeby spotkać się z tak pozytywnymi ludźmi. Jak się okazało, we Wrocławiu nietrudno się zakręcić... Trochę pobłądziliśmy, popytaliśmy, troszkę pozwiedzaliśmy, ale dotarliśmy na miejsce.


Sala była pełna, wszystkie miejsca zajęte, a i o kawałek podłogi trzeba było się postarać. Ale nawet siedzenie przez godzinę na zimnych schodach, nie umniejszyło temu spotkaniu. Ola, Karol i Wojtek genialnie opowiadali o swojej ostatniej wyprawie, wyprawie do Australii. Dowiedzieli się między innymi, że kangury to samobójcy, a Robinson Crusoe żyje naprawdę i zazwyczaj przebywa w Australijskiej puszczy... Nie mogło się obyć bez zabrania do domu ich genialnej książki (którą gorąco polecamy!), autografów i zdjęcia :)

3,2,1! Działamy ;)

Hej! Jak się macie?

     Mamy dla Was kilka słów o poszukiwaniach potencjalnych sponsorów i partnerów naszego projektu, bo właśnie tak spędziliśmy mikołajkowy wtorek) ;)

      W nieco okrojonym z powodu choroby składzie, pomimo mroźnych, pogodowych niedogodności i naszego niewyspania, wyruszyliśmy z wizytą do kilku lokalnych firm i instytucji.
      Chociaż nie było łatwo, to według nas wyprawę można zaliczyć do bardzo udanych. Większość spotkań mile nas zaskoczyła. Okazuje się, że sporo instytucji i przedstawicieli firm jest bardzo otwartych na wspieranie inicjatyw młodych ludzi, takich ja nasza. Wystarczy chwila rozmowy, żeby kogoś zainteresować naszym pomysłem, co napędza nas samych do działania. 

Teraz czekamy na odpowiedzi i jesteśmy dobrej myśli :) 

A już wkrótce będziemy mieć dla Was pierwszą niespodziankę -
bądźcie więc cierpliwi i koniecznie do nas zaglądajcie!